Lider studencki UNAL mówi o aktach przemocy na terenie kampusu: „Od 2020 r. obserwujemy wzrost niepokojów społecznych”.

W ostatnich miesiącach czwartkowe protesty na Narodowym Uniwersytecie Kolumbii (UNAL) stały się tradycją i wczorajszy dzień, 28 sierpnia, nie był wyjątkiem.
Około godziny 11:00 około 15 zamaskowanych osobników brutalnie przejęło budynki Wydziału Socjologii i Pracowni Humanistycznych, położone w pobliżu zjazdu z 26. ulicy w Bogocie. W rezultacie jedna osoba została ranna i opatrzona przez personel uniwersytetu, jak podają doniesienia.
W związku z tym Ronald Felipe Vargas Sánchez, przedstawiciel studentów na tym uniwersytecie, skomentował, że budynki uczelni musiały zostać ewakuowane, ponieważ tajne grupy biorące udział w protestach używały noży i materiałów wybuchowych. W związku z tym administracja, na czele z profesorami Leopoldo Múnerą i Caroliną Jiménez, została poproszona o jasne i zdecydowane zajęcie stanowiska w tej sprawie.
„Doświadczamy coraz bardziej ciągłych niepokojów. W latach 80. sama sytuacja konfliktu zbrojnego w kraju przyniosła uniwersytetowi wiele niepokojów. Jednak w ostatnich latach te niepokoje ustały, ale od 2020 roku obserwujemy wzrost liczby gwałtownych niepokojów. Wydarzenia te, ze sporadycznych, stały się niemal cotygodniowe. Mieliśmy nawet tygodnie, w których dwukrotnie wybuchały zamieszki na terenie uniwersytetu, z niezrozumiałymi flagami, bez wiedzy, do której grupy należą ani jaki jest ich cel. Wygląda na to, że po prostu przychodzą, żeby się pobawić” – mówi Sánchez w rozmowie z EL TIEMPO.

Demonstranci protestują przed Uniwersytetem Narodowym. Zdjęcie: Zrobione z X: @NavasHerney
Do zdarzeń na uniwersytecie UNAL należy zaliczyć rozpowszechnianie ulotek przez grupy chuliganów. Wczoraj na terenie kampusu rozprowadzana była jedna ulotka należąca do grupy o nazwie Clandestine Brigade PPP, w której napisano:
„Uniwersytet przeżywa okres napięć i sporów. Podczas gdy administracja uparcie normalizuje niepewność, tuszuje problemy strukturalne i kryminalizuje protesty, studenci nadal stawiają opór w salach wykładowych, na zgromadzeniach i na ulicach. To nie przypadek, że ruch studencki jest systematycznie atakowany; nasz zorganizowany głos stanowi realne zagrożenie dla tych, którzy rządzą głodem, wykluczeniem i przemocą”.
Jak twierdzi przedstawiciel uczelni, nie jest tajemnicą, że od ponad 30 lat uczelnie publiczne borykają się z poważną niestabilnością.
„Pomimo wysiłków finansowych po strajku w 2018 roku i obecnego wzrostu budżetu, nadal borykamy się z deficytami kadry dydaktycznej, opieki społecznej i wsparcia dla studentów znajdujących się w trudnej sytuacji. Prawie 87% populacji Uniwersytetu Narodowego należy do klas społecznych 1, 2 i 3. Prawda jest jednak taka, że te formy przemocy nie pomagają w ujawnieniu przyczyn, wręcz przeciwnie, utrudniają ich działanie. Działania schodzą na dalszy plan, ponieważ dochodzi do eksmisji, zawieszania zajęć i utrudniania dyskusji akademickich” – mówi.

Broszura Brygady Tajnej PPP Zdjęcie: dzięki uprzejmości
Tajna Brygada PPP to grupa, która demonstruje również na Narodowym Uniwersytecie Pedagogicznym i Uniwersytecie Dystryktu Francisco José de Caldas. Mimo to, wczoraj, 28 sierpnia, po raz pierwszy pojawiła się w siedzibie UNAL w Bogocie. „Te grupy pojawiają się z dnia na dzień i wyjaśnienie ich działania jest bardzo trudne. Niektóre deklarują się jako boliwariańskie ruchy rewolucyjne, inne posługują się absurdalnymi nazwami. Mamy wiele tajnych kolektywów w podobnych mundurach, co utrudnia ich rozróżnienie” – podsumowuje Sánchez.
UNAL nie skomentował tej sprawy i według przedstawiciela, nie podjął w przeszłości żadnych działań. Sánchez rozumie, że administracja ma wiele ograniczeń w kontaktach z tego typu grupami, ale nawet liczba komunikatów z odmową ich przyjęcia zmalała. Na przykład wczoraj wydano nakaz ewakuacji uniwersytetu od godziny 16:00, co wpłynęło na zajęcia dydaktyczne, kulturalne i sportowe, a biuro rektora ani rektor nie wydały żadnego oświadczenia w tej sprawie.
Dla studentów jest to również dowód na potrzebę instytucjonalnej koordynacji z Rządem Krajowym, Urzędem Miasta i Biurem Rzecznika Praw Obywatelskich w celu rozwiązania tego problemu. Wymaga to zapewnienia, że kampus nie zostanie zmilitaryzowany, ponieważ uniwersytety są przestrzeniami refleksji, badań i kultury, a dostępu publicznego nie można ograniczać, ale można ustanowić mechanizmy kontroli, aby zapobiec takim sytuacjom.

Leopoldo Múnera, rektor Uniwersytetu Narodowego. Zdjęcie: César Melgarejo/El Tiempo
„Trudno zidentyfikować te grupy, ponieważ wykorzystują one okazje do niszczenia kamer i uszkadzania wszelkich zabezpieczeń zainstalowanych na uniwersytecie . Dziś takie działania rodzą stygmatyzację społeczności studenckiej, podczas gdy w rzeczywistości osoby, które to robią, nie są studentami lub stanowią marginalizowaną mniejszość” – wyjaśnia Sánchez.
Pomimo ciągłych niepokojów w UNAL, przedstawiciel przyznaje, że nie wierzy w nic podobnego do Strajku Narodowego, który miał miejsce w listopadzie 2021 roku, za rządów byłego prezydenta Ivána Duque. „To, co wydarzyło się wtedy, było wyrazem represyjnego państwa wobec mobilizacji społecznej, co legitymizowało te agresywne grupy. Dziś rząd wykazuje większą tolerancję wobec ruchów społecznych, niezależnie od ich poglądów politycznych. To osłabiło represje i chociaż ESMAD (Narodowa Służba ds. Zwalczania Prania Pieniędzy) nadal istnieje, atmosfera nie jest już tak gorąca jak wtedy. Nie oznacza to, że obecna sytuacja nie jest poważna, ale jest inna” – podsumowuje Sánchez.
eltiempo